Jak zrobić „zdjęcie w minutę” i kto to jest „lajkarz”?

Fotografowie uliczni, ich sprzęt i zdjęcia ze zbiorów Muzeum Fotografii w Krakowie

Trudno to sobie wyobrazić, ale kiedyś tylko nieliczni posiadali aparaty fotograficzne. Nie wymyślono jeszcze smartfonów ani nawet zwykłych telefonów komórkowych z funkcją robienia zdjęć. Były to złote czasy dla tak zwanych fotografów ulicznych, dzięki którym każdy mógł stać się posiadaczem miłej fotograficznej pamiątki z wakacji, wycieczki szkolnej, pielgrzymki lub nawet zwykłego spaceru po centrum miasta. Dawną rzeczywistość przypominają zdjęcia ze zbiorów Muzeum Fotografii w Krakowie.

 

Na początku istnienia fotografii każdy chcący zrobić sobie zdjęcie musiał odwiedzić atelier fotograficzne. Z biegiem czasu technika się doskonaliła i fotografowie nie byli już skazani na bierne wyczekiwanie na klientów, zaczynali ich aktywnie szukać. Od lat dwudziestych XX wieku zwłaszcza w miejscach licznie odwiedzanych przez turystów można było spotkać fotografów z dziwnymi drewnianymi skrzynkami ustawionymi na trójnożnych statywach.

Aparat fotograficzny à la minute, producent nieznany, 1930–1960, Muzeum Fotografii w Krakowie, dzięki uprzejmości muzeum

To aparaty à la minute. Urządzenie miało dość prymitywną konstrukcję, często wykonywano je chałupniczymi metodami, łączyło w sobie funkcje aparatu i ciemni fotograficznej. Jego nazwa sugerowała, że w minutę od zrobienia zdjęcia otrzymamy gotową odbitkę. W rzeczywistości cały proces trwał nieco dłużej, bo kilka minut, ale i tak było to zawrotnie szybko, ponieważ w tamtych czasach na odbiór zdjęć czekano aż kilka dni. Wszystko zaczynało się od pozyskania klienta.

Autor nieznany, dziewczyna w stroju góralskim, Szklarska Poręba, 1950, Muzeum Fotografii w Krakowie, dzięki uprzejmości muzeum

Gdy model stał już przebrany w strój góralski lub w towarzystwie białego niedźwiedzia, czy też wychylając głowę z otworu w przedstawieniu samolotu, fotograf nastawiał ostrość, a następnie naświetlał papier fotograficzny, odsłaniając migawkę.

Autor nieznany, dziecko na białym niedźwiedziu, Zakopane, 7 czerwca 1963, Muzeum Fotografii w Krakowie, dzięki uprzejmości muzeum

Po tym odbywało się wywołanie i utrwalenie przeprowadzane w osobnych kąpielach. Tak otrzymany negatyw trzeba było przefotografować, a dokonywano tego za pomocą drewnianego ramienia mocowanego przed aparatem.

Autor nieznany, portret Janka Matuszkiewicza i Mieczysława Juszczyka, 1940–1944, Muzeum Fotografii w Krakowie, dzięki uprzejmości muzeum

Po wywołaniu i utrwaleniu odbitkę płukano w misce z wodą i suszono na powietrzu lub jeszcze mokrą oddawano klientowi. Cały spektakl wyglądał niezwykle tajemniczo, ponieważ fotograf manipulując wewnątrz skrzynki, wkładał rękę w długi czarny rękaw doczepiony do jej boku.

Mniej niesamowicie prezentowali się tak zwani lajkarze. Wbrew obecnym skojarzeniom nie byli to ludzie lajkujący posty na portalach społecznościowych, lecz fotografowie posługujący się aparatami małoobrazkowymi marki Leica lub im podobnymi. Ten typ aparatu nie dawał już możliwości wykonania odbitki na miejscu. Z tego powodu „lajkarze” wykorzystywali często inną metodę niż fotografowie à la minute – po prostu bez uprzedzenia robili zdjęcia osobom idącym ulicą, a potem wręczali im wizytówki i zachęcali do odwiedzin w zakładzie i wykupienia odbitek. Bywali przy tym tak nachalni, że szybko stali się zmorą przechodniów, a inni fotografowie otwarcie ich krytykowali, zarzucając psucie reputacji środowisku.

Autor nieznany, dwie kobiety, Kazimierz Dolny, 1935, Muzeum Fotografii w Krakowie, dzięki uprzejmości muzeum

Popularność zarówno fotografów à la minute, jak i „lajkarzy” skończyła się w latach sześćdziesiątych XX wieku. Druga połowa wieku to już czas, gdy aparat fotograficzny stawał się właściwie obowiązkowym wyposażeniem każdego turysty. Produkcję pamiątek z podróży całkowicie ułatwiło pojawienie się fotografii cyfrowej. Sądząc jednak po popularności, jaką cieszy się uliczny fotograf z zakopiańskich Krupówek, nadal niemało jest osób ulegających czarowi oldskulowych fotek z białym misiem.

Monika Kozień

Powrót
drukuj wyślij facebook
Krzycząca cisza. Fotografie zburzonej Warszawy Leonarda Sempolińskiego w Muzeum Sztuki w Łodzi

„Niewidzialne matki” i inne sposoby na portret dziecięcy. Portrety dzieci w zbiorach Muzeum Fotografii w Krakowie

Od skrobi ziemniaczanej do cyfry. Bronowice Stanisława Wyspiańskiego na autochromie z Muzeum Historii Fotografii w Krakowie

Most nadziei. Przeprawa przez Wisłę w powojennej Warszawie w obiektywie Zofii Chomętowskiej, w zbiorach Muzeum Warszawy

W poszukiwaniu istoty miasta. Panoramy Wilna na fotografiach Jana Bułhaka przechowywanych w Muzeum Sztuki w Łodzi