Makuszyński na Gwiazdkę,

czyli rękopis "120 przygód Koziołka Matołka" z Muzeum Kornela Makuszyńskiego w Zakopanem (filii Muzeum Tatrzańskiego)

Co w grudniu 1932 roku tysiące chłopców i dziewczynek znalazło pod choinką? Książkę Kornela Makuszyńskiego. Tak samo jak w kolejnym roku, w kolejnym i w kolejnym… Pisarz bez wytchnienia pracował na miano ulubionego autora dzieci i młodzieży.

 

Jesienny dzień w Otwocku. Kornel Makuszyński leczy cukrzycę w tamtejszym sanatorium. Odpoczynek przerywa mu wizyta ilustratora Mariana Walentynowicza i Jana Stanisława Gebethnera z czołowego warszawskiego wydawnictwa Gebethner i Wolff. Goście proponują pisarzowi, by wraz z rysownikiem stworzył opowieść obrazkową dla dzieci. Jest tylko jeden problem: niewiele czasu, bo książka ma być sprzedawana jako prezent gwiazdkowy. Pisarz daje się namówić i niebawem wraz z Walentynowiczem siada do pracy. W ekspresowym tempie wymyślają Koziołka Matołka i jego wędrówkę do Pacanowa, gdzie podobno podkuwają kozy.

Rękopis 120 przygód Koziołka Matołka Kornela Makuszyńskiego, 1932, Muzeum Kornela Makuszyńskiego w Zakopanem, filia Muzeum Tatrzańskiego imienia Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, dzięki uprzejmości muzeum

Choć na stronie tytułowej widnieje już rok 1933, w rzeczywistości książka trafiła do sprzedaży w idealnym przedświątecznym terminie: 28 listopada 1932 roku. „Można sobie wyobrazić, co wynikło, gdy najdowcipniejszy pisarz i najdowcipniejszy rysownik zapragnęli sprawić dziecku radość na Gwiazdkę” – zachwalał wydawca. Na okładce biały koziołek w czerwonych spodenkach siedzi na księżycu. W środku 120 obrazków z jego nieprawdopodobnymi przygodami. Wystarczyło otworzyć książkę, by efekt był taki: „każdy rysunek i każdy wiersz to salwa śmiechu i to nie tylko dziecka, ale najbardziej zatwardziałego dorosłego melancholika”.

Rękopis 120 przygód Koziołka Matołka Kornela Makuszyńskiego, 1932, Muzeum Kornela Makuszyńskiego w Zakopanem, filia Muzeum Tatrzańskiego imienia Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, dzięki uprzejmości muzeum

Polska publiczność zdążyła już poznać i polubić taką słowno-obrazkową formę. Proste, zabawne historyjki, z których rozwinął się nowoczesny komiks, drukowano przede wszystkim w prasie. Często były to jednak słabej jakości przedruki zagranicznych tytułów. Dzieło Makuszyńskiego i Walentynowicza wyróżniało się na tym tle poziomem i starannością wydania oraz humorem skierowanym do najmłodszych. Prostokątne ilustracje przypominały kadry filmu, dlatego 120 przygód Koziołka Matołka reklamowano jako „film rysunkowy”. Zamiast komiksowych dymków obrazkom towarzyszył „tekst wierszowany” Makuszyńskiego, czyli rymowana opowieść o losach poczciwego bohatera z kozią brodą. Na jednej stronie mieściło się sześć kadrów, a pod każdym z nich – czterowiersz.

Zdzisław Czermański, Karykatura Kornela Makuszyńskiego, około 1927, Muzeum Tatrzańskie imienia Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, licencja PD, źródło: katalog cyfrowy muzeum

Tytuł nawiązywał oczywiście do liczby obrazków. Zachowany rękopis zdradza jednak, że początkowo pisarz nazwał historię Szalone przygody Koziołka Matołka. Pokazuje także, że Makuszyński – zapewne w porozumieniu z Walentynowiczem – już na etapie pracy nad tekstem planował rozmieszczenie sześciu zwrotek na jednej stronie. Cenny rękopis zachował się w Muzeum Kornela Makuszyńskiego, filii Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. Spuściznę po autorze przekazała Janina Gluzińska-Makuszyńska, wdowa po pisarzu, inicjatorka powstania muzeum i jego pierwsza kustoszka. Nie tylko rękopisy, lecz także przeróżne pamiątki, fotografie, dokumenty, listy, księgozbiór, a nawet meble i dzieła sztuki są prezentowane w zakopiańskiej willi „Opolanka”, w której Makuszyńscy zamieszkali po wojnie.

Marian Walentynowicz, 1938, licencja PD, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Zgodnie z przewidywaniami „film rysunkowy” okazał się przebojem. Wkrótce wydawnictwo z dumą informowało w „Wiadomościach Księgarskich”, że do 1 stycznia „rozszedł się BARDZO WYSOKI nakład” – przeszło 5000 egzemplarzy – a w przygotowaniu jest już drugie wydanie. Dzieci pokochały perypetie Koziołka Matołka, autorzy nie mieli więc wyboru. W 1933 roku ukazały się części druga i trzecia, w następnym – czwarta. A Makuszyński i Walentynowicz zabrali się za kolejne książki dla najmłodszych, między innymi serię o małpce Fiki-Miki.

Fragment reklamy Czwartej księgi przygód Koziołka Matołka z tekstem Kornela Makuszyńskiego i rysunkami Mariana Walentynowicza – kadr z książki, „Wiadomości Księgarskie”, XI 1932, Biblioteka Narodowa, licencja PD, źródło: Polona

W grudniu 1932 roku Makuszyńskiego polecano na Gwiazdkę podwójnie. Tamtej zimy ukazała się bowiem także Panna z mokrą głową, książka „dla młodzieży od lat, powiedzmy, 10–12 do 90 z czubkiem. Historia, jak zawsze u Makuszyńskiego, arcywesoła, arcypogodna i arcyrzewna” – chwalił „Robotnik”. Dobiegający pięćdziesiątki pisarz dał się już poznać jako autor poczytnych książek dla dzieci i młodzieży, na przykład O dwóch takich, co ukradli księżyc (1928). Szczyt popularności był jednak cały czas przed nim. Dopiero za kilka lat czytelnicy i czytelniczki mieli poznać choćby Awanturę o Basię (1936) i Szatana z siódmej klasy (1937). Obie powieści reklamowano oczywiście jako doskonały prezent gwiazdkowy.

Reklama książki Nowe bajki tego roku. Pierwsza: o wawelskim smoku z tekstem Kornela Makuszyńskiego i rysunkami Mariana Walentynowicza oraz powieści dla młodzieży Szatan z siódmej klasy, „Wiadomości Księgarskie”, XII 1937, Biblioteka Narodowa, licencja PD, źródło: Polona

W materiałach promocyjnych podkreślano niską cenę albumu z przygodami Koziołka Matołka, czyli 3 złote i 50 groszy. Nie był to wygórowany koszt jak na druk w czterech kolorach na grubym papierze. Dla porównania: Panna z mokrą głową z ilustracjami Stefana Norblina kosztowała 8 złotych i 50 groszy, a numer gazetki dla dzieci „Moje Pisemko” – 25 groszy. W obliczu wielkiego kryzysu cena miała zaś kluczowe znaczenie. Publicyści przekonywali strapionych zawartością portfela rodziców, by pod choinkę kupili dzieciom właśnie niedrogą powieść lub bajkę. „Książka odrywa je od rzeczywistości, niezrozumiałej dla niego jeszcze, a już okrutnej, daje mu zapomnienie i oczarowanie” – argumentowała pisarka Zuzanna Rabska na łamach „Kuriera Warszawskiego”. A „Kurier Nowogrodzki” dodawał: „książka jest obecnie bodaj najtańszym prezentem świątecznym, niemal tak tanim jak yo-yo, ale odrobinkę wartościowszym od yo-yo – nieprawdaż?”.

Karolina Dzimira-Zarzycka

Powrót ZOBACZ NA OSI CZASU
drukuj wyślij facebook
Krakowska bohema w locie na Księżyc. Kabaret Szalony Kazimierza Sichulskiego w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie

Filuś, Pimpuś i Marysia. Maria Konopnicka pisze dla dzieci (i się śmieje)

Z puszczy amazońskiej do Puszczykowa pod Poznaniem. Podróże Arkadego Fiedlera

Niedorzeczne ogłoszenia i absurdalne porady. Primaaprilisowe wydawnictwa Juliana Tuwima i Antoniego Słonimskiego

Od orzechów do odkurzaczy, czyli historia prezentów gwiazdkowych