Kto się boi monideł?

Czyli jak i dla kogo

powstawały tego typu wizerunki – omówienie zjawiska na kilku przykładach ze zbiorów Muzeum Fotografii w Krakowie

Monidła największą popularnością cieszyły się w pierwszej połowie XX wieku, kiedy masowo były zamawiane u akwizytorów krążących po wsiach lub robotniczych dzielnicach. Tak teraz, jak i dawniej bardzo różnie je oceniano – dla jednych stawały się najcenniejszą pamiątką, dla innych uosabiały kicz w czystej postaci.

 

Jeszcze dzisiaj monidła możemy zobaczyć w niektórych domach, niekiedy wiszące na ścianach obok religijnych oleodruków, jak na fotografiach Zofii Rydet i Stanisława Cioka wykonanych w latach osiemdziesiątych XX wieku, innym razem wstydliwie ukryte za szafą. Kiedy powstało pierwsze monidło? Nie wiadomo. Jedno jest pewne, nie mogło to nastąpić przed wynalezieniem fotografii, ponieważ monidło bazuje na odbitce fotograficznej. To po prostu pokolorowane zdjęcie, najczęściej portretowe. Tradycja kolorowania fotografii sięga połowy XIX wieku.

Zofia Rydet, kobieta i mężczyzna w izbie, Lubelszczyzna, 1978–1988, Muzeum Fotografii w Krakowie, © Fundacja im. Zofii Rydet

We wczesnym okresie istnienia medium zabieg ten miał przede wszystkim praktyczny cel. Zapobiegał znikaniu słabiej naświetlonych partii wizerunku. Szczególnie przydatny był w utrwalaniu rysów twarzy, najbardziej narażonych na blaknięcie. Kolorowanie czarno-białych zdjęć podnosiło oczywiście także ich walory estetyczne i upodabniało do wyżej cenionego w tamtym czasie malarstwa. Stopień pokrywania pierwotnego przedstawienia farbami mógł być różny.

Stanisław Ciok, Habajka (Anna Habaj) we wnętrzu, Nowica, 1985–1989, Muzeum Fotografii w Krakowie, dzięki uprzejmości muzeum

W przypadku monideł dochodził właściwie do ekstremum. Ingerencja farbami lub kredkami bywała posunięta do tego stopnia, że nie tylko zakrywała zupełnie emulsję fotograficzną, ale nawet zmieniały się szczegóły pierwotnego przedstawienia, jak chociażby w portrecie dziecka pozującego przy drewnianej barierce. Patrząc na jego twarz, zupełnie nie możemy domyślić się rzeczywistych rysów, ponieważ całkowicie zostały pokryte dość nieudolną i schematyczną malaturą.

M. Milana Prodanović, portret dziecka, Zagrzeb, początek XX wieku, Muzeum Fotografii w Krakowie, dzięki uprzejmości muzeum

Prawda faktograficzna nie była celem monideł. Nie na darmo określenie „monidło” wywodzi się od „mamienia”. Najczęściej powstawały dużo później niż fotograficzne pierwowzory. Gdy pokolorowane zdjęcie pojawiało się na ścianie, przedstawione na nim dziecko w stroju do Pierwszej Komunii Świętej mogło być już dorosłym człowiekiem, a uśmiechnięta panna młoda wdową.

Autor nieznany, dziewczynka w stroju do Pierwszej Komunii Świętej, Polska, około 1930, Muzeum Fotografii w Krakowie, dzięki uprzejmości muzeum

Co ciekawe, nierzadko zamawiane po latach monidło uzupełniało braki w domowych archiwach, gdyż nie każdego w momencie ślubu stać było na wizytę u fotografa. Zlecenie wykonania monidła dawało szansę na upiększenie faktów z przeszłości. Zamawiający oprócz usunięcia defektów urody mógł zażyczyć sobie zmianę fryzury, eleganckie ubranie, biżuterię… Taki obraz bardziej stawał się wyidealizowanym wspomnieniem czy też apoteozą szczęśliwego życia niż rejestracją rzeczywistości.

Autor nieznany, portret ślubny, Polska, około 1930, Muzeum Fotografii w Krakowie, dzięki uprzejmości muzeum

Monidła były tańszą wersją tradycyjnych obrazów, przeznaczoną dla niewyrobionych estetycznie odbiorców. Chociaż wygląd i poziom wykonania wizerunków nie mieściły się w oficjalnych hierarchiach wartości ustalanych przez wyższe warstwy społeczne, to dla posiadaczy monideł i dla ich środowiska sama możliwość powieszenia na ścianie malowanego obrazu stawała się manifestacją awansu społecznego oraz nobilitacji własnej historii. Gdy obcując z monidłami, zrezygnujemy z filtru estetycznego, który dyskwalifikuje te wizerunki, to przestaniemy w nich widzieć tylko atrapy sztuki wyższej i otworzymy się na bogactwo pragnień i oczekiwań, które stały za ich wieszaniem na ścianach.

Monika Kozień

Powrót
drukuj wyślij facebook
Marzenie o lataniu. Warszawa na fotografiach balonowych Konrada Brandla z Muzeum Narodowego w Warszawie

Proszę się nie ruszać! Portrety atelierowe ze zbiorów Muzeum Fotografii w Krakowie jako świadectwa dziewiętnastowiecznych sposobów utrwalania wizerunków

Od skrobi ziemniaczanej do cyfry. Bronowice Stanisława Wyspiańskiego na autochromie z Muzeum Historii Fotografii w Krakowie