Gdyby to nie była prawda, nikt by w to nie uwierzył

Poznańskie losy "Plaży w Pourville"  Claude’a Moneta z kolekcji Muzeum Narodowego w Poznaniu

Plaża w Pourville jest jedynym obrazem Claude’a Moneta znajdującym się w polskich zbiorach. Jak to możliwe, że pewnego wrześniowego dnia dzieło najsłynniejszego impresjonisty zniknęło z Muzeum Narodowego w Poznaniu?

 

Claude Monet namalował Plażę w Pourville w 1882 roku podczas pobytu na północy Francji, w Normandii. Pourville było wtedy niewielką wioską rybacką, która przyciągnęła malarza urokliwym krajobrazem. Wysokie klify porośnięte zielenią, szerokie kamieniste plaże i błękit morza zainspirowały artystę do stworzenia serii widoków francuskiego wybrzeża.

Dzieło przedstawia fragment linii brzegowej ze skalistymi skarpami, ciągnącej się aż po sam horyzont. Namalowanie nadmorskiego pejzażu było jednak tylko pretekstem do świetlnych i kolorystycznych poszukiwań. Główny cel stanowiło oddanie nastroju chwili, uchwycenie wrażenia, które towarzyszyło artyście podczas tworzenia. Stąd szkicowy charakter pracy, typowy dla wielu obrazów nie tylko Moneta, ale i większości impresjonistów.

Claude Monet, Spacer po klifie w Pourville, 1882, Art Institute of Chicago, licencja PD, Wikimedia Commons

Obraz trafił do poznańskich zbiorów w 1906 w roku. Zakupiło go Niemieckie Towarzystwo Artystyczne podczas wystawy zorganizowanej w Kaiser-Friedrich-Museum przez berlińskiego handlarza sztuki i kolekcjonera Paula Cassirera. Pejzaż złożono jako depozyt do poznańskiego muzeum i pozostał w nim także po zmianie jego władz na polskie w 1918 roku.

John Singer Sargent, Claude Monet malujący na skraju lasu, 1885, Tate Britain, licencja PD, Wikimedia Commons

Po raz pierwszy Plaża w Pourville zniknęła z ekspozycji muzealnej podczas II wojny światowej. Została wywieziona do magazynu w Saksonii. Po zakończeniu wojny obraz przejęły władze radzieckie z zamiarem wystawienia go w Ermitażu. Tego planu jednak nie zrealizowano i pejzaż Moneta w połowie lat pięćdziesiątych wrócił do Poznania. Od tamtego czasu był ozdobą kolekcji Muzeum Narodowego.

Claude Monet, Plaża w Pourville, 1882, Muzeum Narodowe w Poznaniu, licencja PD, Wikimedia Commons

Po raz drugi praca zaginęła 19 września 2000 roku. Młody mężczyzna, podający się za studenta malarstwa Jacka Walewskiego, wyjął ją z ramy i wyniósł z muzeum. Wcześniej uzyskał oficjalne pozwolenie dyrekcji na szkicowanie na podstawie obrazów z poznańskich zbiorów. Wybrał jedno z dzieł znajdujących się w tej samej sali co Plaża w Pourville. Jednak zamiast ćwiczyć swoje umiejętności rysunkowe, wyciął płótno Moneta wzdłuż wewnętrznej krawędzi oprawy i zamienił je na wcześniej przygotowaną kopię. Kradzież została odkryta dopiero dwa dni później. Sprawą od razu zajęła się policja. W mediach wydarzenie okrzyknięto największą kradzieżą w powojennej Polsce. Po wielu miesiącach zbierania dowodów, przesłuchań i podążania kolejnymi tropami, które okazywały się ślepe, śledztwo umorzono.

Prawie dekadę po kradzieży w bazie policyjnej niespodziewanie pojawiły się odciski palców, które pasowały do tych zdjętych z ramy Plaży w Pourville. Policjanci zareagowali błyskawicznie. Znaleźli dzieło Moneta w mieszkaniu prywatnym w Olkuszu, schowane za szafą. Złodziej od razu przyznał się do winy, a kradzież motywował chęcią posiadania pejzażu.

Claude Monet, Plaża w Pourville, detal, 1882, Muzeum Narodowe w Poznaniu, archiwum prywatne, fot. Martyna Kliks

Po powrocie do muzeum obraz wymagał kompleksowej konserwacji. Nie dość, że został poważnie uszkodzony podczas kradzieży, to na jego stan bardzo negatywnie wpłynęły również późniejsze warunki przechowywania. Grupa konserwatorów ponownie połączyła ze sobą rozcięte części oraz uzupełniła ubytki płótna, zaprawy i farby. Plaża w Pourville wróciła na ekspozycję stałą jesienią 2010 roku. Pamiątkę po dramatycznych wydarzeniach z 2000 roku stanowi przecięta w połowie wysokości sygnatura Moneta. Ze względu na zakaz ingerowania w sygnaturę artysty, obowiązujący konserwatorów, ten fragment jako jedyny nie został odrestaurowany. Konsekwencje kradzieży będą widoczne na obrazie Moneta już zawsze.

Martyna Kliks

 

Powrót ZOBACZ NA OSI CZASU
drukuj wyślij facebook
Artystyczny spacer po tajemniczym ogrodzie. Impresjonistyczne pastele Barbary Bieniulis-Strynkiewicz z Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu

Pewnie wolałaby portret. O "Krajobrazie z przypowieścią o miłosiernym Samarytaninie" Rembrandta van Rijn z Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie

Gdzie się podział "nasz Rembrandt"? Losy obrazu "Uczony przy pulpicie" ze zbiorów Zamku Królewskiego w Warszawie

Barwy Ukrainy. "Pejzaż" Jana Stanisławskiego z Muzeum Narodowego w Lublinie

"Taki ten temat niewdzięczny, a jednak malować go muszę". O obrazie Jana Matejki "Biskup Lubrański zakłada Akademię w Poznaniu" z Muzeum Narodowego w Poznaniu

 

Nimfy czy modelki? "W pracowni" Wacława Borowskiego z Muzeum Narodowego w Poznaniu