Terier napakowany słodyczami

Figurki-bombonierki z wytwórni Edwarda Manitiusa w zbiorach Muzeum Warszawy

Pluszowy, lecz zawzięcie dziobiący ptak, skacząca żaba, nakręcane samochody mechaniczne, gumowe lalki czy zwierzęta obdarzone głosem to tylko niektóre z zabawek oferowanych w okresie międzywojennym przez stołeczne firmy. Zupełnie inne, lecz nie mniej ciekawe figurki produkował w swojej praskiej wytwórni pewien utalentowany przedsiębiorca. Jego wyobraźnia wyczarowała intrygujący zwierzyniec złożony między innymi z dostojnych homarów, figlarnych jamników i sympatycznych morsów.

 

„Jest na Pradze ulica Kępna. Pod nr 15 przy tej ulicy mieści się pracownia czarodzieja. Czarodziejem tym jest p. Edward Manitius. Odwiedziliśmy jego atelier. Co tam widzieliśmy? Nadzwyczajne rzeczy! […] Widzieliście kiedy te zabawne zwierzątka z drzewa i laki na wystawach Wedla, Fuchsa i innych? A te barwne, oryginalne postumenty o niesłychanych w pomyśle kompozycjach w magazynach innych branż? […] Popularne z filmu «Miki» w najrozmaitszych pozach [ruchome!] czekają na wypełnienie im brzuszków słodyczami”.

Edward Manitius, Kolorowy ptak z bursztynowymi oczami (zimorodek), 1926–1939, Muzeum Warszawy, dzięki uprzejmości muzeum, źródło: katalog cyfrowy muzeum

Ta entuzjastyczna rekomendacja, zamieszczona w 1932 roku na łamach „Codziennej Gazety Handlowej”, zdradziła nam już sporo sekretów tego kreatywnego stołecznego przedsiębiorcy. Choć jego rodzina wywodziła się z Węgier, to urodził się, wychował i mieszkał w stolicy Polski. Historia teriera napakowanego słodyczami rozpoczyna się więc na warszawskiej Pradze.

Edward Manitius, Ślimak czerwony, 1926–1939, Muzeum Warszawy, dzięki uprzejmości muzeum, źródło: katalog cyfrowy muzeum

To tam w 1926 roku, w kamienicy należącej do ojca, 24-letni Edward uruchomił Wytwórnię Zabawek i Przedmiotów Zdobniczych. Wymykała się ona wszelkim klasyfikacjom. Choć nie była tradycyjnym zakładem rzemieślniczym, to nie zasługiwała też na miano fabryki nastawionej na masową produkcję.

Edward Manitius, Ślimak czerwony – widok figurki-bombonierki po otwarciu, 1926–1939, Muzeum Warszawy, dzięki uprzejmości muzeum, źródło: katalog cyfrowy muzeum

Edwarda Manitiusa wspominano po latach jako osobę solidną, zdyscyplinowaną, otwartą na ludzi, ale przede wszystkim pomysłową. W czasach, gdy zawód projektanta wzornictwa przemysłowego był jeszcze w powijakach, ten kreatywny prażanin sam wymyślał i rysował swoje wyroby. Nie poprzestawał na etapie koncepcyjnym, wdrażając zaprojektowane przez siebie przedmioty do produkcji i troszcząc się o ich promocję. Dbał również o ich ochronę prawną, od 1928 roku rejestrując kolejne wzory figurek w Urzędzie Patentowym. Znakomicie wyczuwał bieżące trendy i żywo reagował na nowości ze świata rozrywki. Figurki-opakowania w kształcie Myszki Miki opatentował już w listopadzie 1929 roku, zaledwie półtora roku po premierze pierwszego filmu animowanego, w którym pojawiła się ta kultowa dziś postać. Sztandarowymi wyrobami jego wytwórni stały się toczone w drewnie figurki-bombonierki w kształcie zwierząt, pokryte barwnym lakierem. Po ich otwarciu ukazywało się wydrążone wnętrze, w którym można było umieścić słodycze.

Edward Manitius, Terier, 1926–1939, Muzeum Warszawy, dzięki uprzejmości muzeum, źródło: katalog cyfrowy muzeum

Pierwsze projekty, takie jak Kolorowy ptak z bursztynowymi oczami (zimorodek), miały bardziej naturalistyczny wygląd i złożoną polichromię. Wkrótce kształty manitiusowych figurek ewoluowały w kierunku modernistycznej prostoty. Znakiem rozpoznawczym jego przedsiębiorstwa stały się nowoczesne, silnie uproszczone formy, jednobarwność i syntetyczny detal. Manitius komponował odtąd poszczególne zwierzęta z opływowych, zwartych brył geometrycznych. Ciało pelikana zaprojektował więc jako elipsoidalne, zaś zaskakująco syntetyczną figurkę misia zestawił z dwóch kul. Łapy, uszy i ogony zwierząt były zawsze wykonywane z oddzielnych, zaokrąglonych kawałków drewna. Żadnych kantów i ostrych form. Miękka opływowość figurek wymyślonych przez Manitiusa czyni je nie tylko bezpiecznymi, ale również przyjaznymi w odbiorze. Aż chce się ich dotknąć. Uwagę przyciągają także ich wyraziste kolory. Czarny kot i żółty kurczak nie dziwią, lecz czerwony pies oraz turkusowy zając zaskoczą każdego miłośnika fauny.

Edward Manitius, Myszka Miki, 1926–1939, Muzeum Warszawy, dzięki uprzejmości muzeum, źródło: katalog cyfrowy muzeum

Choć kształt manitiusowych zwierząt budzi silne skojarzenia z dziecięcymi zabawkami, to ich pierwotna funkcja była inna. W myśl nowatorskiej koncepcji „opakowanie sprzedaje towar” miały służyć nie zabawie, lecz… celom marketingowym.

Edward Manitius, Pies, 1926–1939, Muzeum Warszawy, dzięki uprzejmości muzeum, źródło: katalog cyfrowy muzeum

Efektowne zwierzęta-bombonierki Manitiusa chętnie zamawiały takie renomowane stołeczne firmy cukiernicze, jak Wedel czy Fuchs. Trafiały także poza Warszawę, zajmując eksponowane miejsca w wielu witrynach sklepowych. Produkt samodzielnie napędzający sprzedaż okazał się strzałem w dziesiątkę. Zamiast rozwijać handel detaliczny i regularnie promować się w prasie, Manitius najprawdopodobniej zdawał się głównie na swoich znakomitych klientów. Potentaci branży słodyczy w skuteczny sposób propagowali sympatycznych milusińskich z praskiej wytwórni. 

Edward Manitius, Pelikan, 1926–1939, Muzeum Warszawy, dzięki uprzejmości muzeum, źródło: katalog cyfrowy muzeum

Ideę otwieranej figurki-bombonierki Manitius przejął zapewne z bogatej tradycji ludowych zabawek: dekoracyjnych wielkanocnych jaj, kolorowych drewnianych gruszek czy rosyjskich matrioszek. Pod względem estetycznym jego produkty stanowiły unowocześnioną wersję drewnianych zabawek – pamiątek produkowanych w firmie Blank działającej w rejonie Przepaści Macocha na Morawach.

Edward Manitius, Homar, 1926–1939, Muzeum Warszawy, dzięki uprzejmości muzeum, źródło: katalog cyfrowy muzeum

W okresie międzywojennym Edward Manitius był jednym z najbardziej kreatywnych warszawskich przedsiębiorców. Jako jeden z nielicznych ówczesnych producentów zabawek w brawurowy sposób łączył funkcje projektanta, wytwórcy, specjalisty do spraw promocji oraz handlowca. Jego solidne i pełne uroku figurki zwierząt po niemal stu latach wciąż wyglądają znakomicie.

Piotr Cyniak

Powrót ZOBACZ NA OSI CZASU
drukuj wyślij facebook
Śniadanie na transatlantyku, czyli cukiernica z m/s „Piłsudskiego” ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni

W walce o piękno w życiu codziennym. Wanda Telakowska – twórczyni Instytutu Wzornictwa Przemysłowego

Designerski must have z przedwojnia. Kilimy ze zbiorów Muzeum Kresów w Lubaczowie

 

Budujemy D.O.M.! Czyli garść fachowych instrukcji z międzywojennego czasopisma „Dom, Osiedle, Mieszkanie”