Autograf gwiazdy dla gwiazdy

Wachlarz Marceliny Sembrich-Kochańskiej z Muzeum Henryka Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej

Pokryty napisami wachlarz nowym skarbem Muzeum Henryka Sienkiewicza? Tak! To pamiątka znajomości dwóch słynnych Polaków: przyszłego pisarza noblisty i primadonny nowojorskiej opery.

 

Wachlarz mógł przynieść ochłodę w upalny dzień, być eleganckim dodatkiem do kreacji albo rekwizytem, częścią kostiumu scenicznego. W Muzeum Henryka Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej od niedawna znajduje się wyjątkowy egzemplarz. Nie jest wykonany ze szlachetnych materiałów, nie zdobi go misterna koronka, ma prostą konstrukcję, a w dodatku pokrywają go napisy… Dlaczego stanowi więc tak cenny nabytek?

Portret Marceliny Sembrich-Kochańskiej, około 1886, Biblioteka Narodowa, licencja PD, źródło: Polona

Pełnił on funkcję ozdobnego karnetu do kolekcjonowania złotych myśli, autografów i niewielkich szkiców. Należał do śpiewaczki operowej Marceliny Sembrich-Kochańskiej. Artystka zebrała na nim wpisy od przyjaciół i wielbicieli twórczości: nuty, rysunki, dedykacje. A znajomi słynnej primadonny byli równie słynni.

Wachlarz należący do śpiewaczki Marceliny Sembrich-Kochańskiej, druga połowa XIX wieku, Muzeum Henryka Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej, dzięki uprzejmości muzeum

Nie wszystkie wpisy można odczytać. Ich autorzy musieli się nagimnastykować, by wykorzystać niewielką powierzchnię piór, czyli ruchomych deseczek, z których został wykonany wachlarz. Najbardziej przykuwa uwagę kolorowy rysunek przedstawiający wąsatego skrzypka. Krwistoczerwone skrzydła nietoperza nadają mu demoniczny wygląd. Z drugiej strony wachlarza znajdują się szkice tuszem pozostawione przez znanych malarzy. Scenę z korridy z bykiem i torreadorem opatrzył swym podpisem Julian Fałat, a siedzącego psa – Jan Rosen. Na jednym z piór zręczna ręka zmieściła portrecik damy, być może samej właścicielki wachlarza.

Marcelina Sembrich-Kochańska w roli Rosiny, fot. Aimé Dupont, 1898, Biblioteka Kongresu w Waszyngtonie, licencja PD, Wikimedia Commons

Dlaczego pamiątka ta zainteresowała Muzeum Henryka Sienkiewicza? Na wachlarzu znajdziemy również kilka słów skreślonych dla primadonny przez pisarza. Pozostawił on cytat z Hamleta Williama Shakespeare’a: „Frailty, thy name is woman”, czyli „Słabości, nazwisko twoje: kobieta” (w tłumaczeniu Józefa Paszkowskiego). Sienkiewicz ogromnie cenił twórczość angielskiego dramatopisarza. „Szekspir, to po Bogu najpotężniejszy twórca dusz. Dlatego panuje nad czasem i nad wypadkami. Starzeją się pisarze, którzy są przedstawicielami pewnych szkół, pewnej mody, schlebiaczami danej epoki, odtwórcami panujących doraźnie gustów. On nie zestarzeje się nigdy, albowiem tworzy prawdę życia, a prawda i życie są zawsze aktualne” – pisał pod koniec życia.

Z albumu Marcelliny Kochańskiej. Zbiór najpiękniejszych śpiewów z towarzyszeniem fortepianu, około 1885, Biblioteka Narodowa, licencja PD, źródło: Polona

Większość wpisów z wachlarza pochodzi z lat osiemdziesiątych XIX wieku. Właśnie w tym czasie kariera Maceliny Sembrich-Kochańskiej nabierała rozpędu. Młoda śpiewaczka operowa występowała w całej Europie, za każdym razem oczarowując publiczność swoim głosem. Nazywana „polskim słowikiem” artystka była jedną z najwybitniejszych sopranistek koloraturowych swojej epoki, czyli posiadała najwyższy głos kobiecy i biegle wykorzystywała go w najtrudniejszych ariach.

W 1883 roku Polka zaśpiewała w nowo otwartej Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Marcella Sembrich – pod taką wersją imienia i nazwiska występowała za granicą – została pierwszą gwiazdą The Met. Po sezonie inauguracyjnym wróciła na Stary Kontynent i kontynuowała europejską karierę. Kilkanaście lat później przeniosła się jednak na stałe do Stanów Zjednoczonych, by znów zachwycać na deskach nowojorskiej opery.

Portret Marceliny Sembrich-Kochańskiej w kostiumie scenicznym do roli Ulany w operze Manru Ignacego Jana Paderewskiego, fotografia z dedykacją, 1902, Muzeum Narodowe w Warszawie, licencja CC BY, źródło: Cyfrowe MNW

Dzięki wpływom Sembrich-Kochańskiej w 1902 roku w The Met wystawiono polskie dzieło – po raz pierwszy (i do tej pory ostatni) w historii. Była to jedyna opera w twórczości Ignacego Jana Paderewskiego, czyli Manru. Kompozytor i śpiewaczka przyjaźnili się od lat. Podczas I wojny światowej oboje wykorzystywali swoją pozycję w USA, by zbierać fundusze na rzecz polskich ofiar konfliktu. Ślad ich znajomości można znaleźć również na wachlarzu. To nutowy zapis pozostawiony przez Paderewskiego dla przyjaciółki.

Karolina Dzimira-Zarzycka

Powrót ZOBACZ NA OSI CZASU
drukuj wyślij facebook
Pamiątka po amerykańskim śnie. "Henryk Sienkiewicz w puszczy kaktusowej" Stanisława Witkiewicza z Muzeum Narodowego w Kielcach
symfonia polonia. echa powstania w lirycznej symfonii ignacego jana paderewskiego
Bezkopertka lub otwartolist. Skąd się wzięła nazwa „pocztówka”?
Pierwszy polski artysta w Japonii, czyli Juliana Fałata podróż dookoła świata
Kup lalkę ― uratuj życie. Kolekcja Heleny Paderewskiej w Muzeum Polskim w Ameryce
Od skrobi ziemniaczanej do cyfry. Bronowice Stanisława Wyspiańskiego na autochromie z Muzeum Historii Fotografii w Krakowie

Skandal w teatrze. Premiera "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego w Teatrze Miejskim w Krakowie

Wizja, która została odrzucona. Projekty witraży do katedry na Wawelu autorstwa Stanisława Wyspiańskiego z Muzeum Narodowego w Krakowie