Niedorzeczne ogłoszenia i absurdalne porady

Primaaprilisowe wydawnictwa Juliana Tuwima i Antoniego Słonimskiego

„Udaję Serbów, Szwedów, Portugalczyków. Ceny przystępne” – ogłaszał ktoś 1 kwietnia 1922 roku w „Kurierze Polskim”. Nie był to żaden anonimowy kawalarz, lecz znani z absurdalnego humoru poeci: Julian Tuwim i Antoni Słonimski.

Julian Tuwim pisał skecze i piosenki rewiowe od samego początku swojej kariery literackiej. Najpierw współpracował z kabaretami w rodzinnej Łodzi, potem w Warszawie, gdzie w 1916 roku rozpoczął studia. W stolicy poznał Antoniego Słonimskiego, z którym połączyły go zarówno poezja, jak i podobne poczucie humoru. Członkowie grupy poetyckiej Skamander (którą obaj współtworzyli) nie unikali współpracy z rynkiem rozrywki, który w dwudziestoleciu międzywojennym zaczął się rozwijać. Był to świetny sposób zarobkowania, dotarcia do nowych odbiorców oraz swobodnego eksperymentowania z językiem. Sprzyjał też demokratyzacji sztuki wysokiej oraz tworzeniu inteligenckiej kultury popularnej.

Julian Tuwim, pocztówka, 1933, Biblioteka Narodowa, licencja PD, źródło: Polona

„W szaleństwach dowcipu, w absurdach i nonsensach Tuwim był niezastąpiony. Śmieszyliśmy się nawzajem aż do łez i bólu brzucha. […] Schodziliśmy się wieczorem w «Bristolu» i ryczeliśmy ze śmiechu czytając te własne bzdury” – pisał Słonimski w Alfabecie wspomnień. Obaj poeci gustowali w absurdalnych gazetach i broszurach udających całkiem poważne publikacje. Od 1920 do 1924 roku Słonimski i Tuwim przygotowywali 1 kwietnia specjalne dodatki do „Kuriera Polskiego”, naszpikowane niedorzecznymi anonsami i bezsensownymi wiadomościami. Jedna z firm reklamowała się na przykład tak: „SPECJALNOŚĆ: Wydajemy świadectwa dojrzałości burakom pastewnym”.

Stanisław Ignacy Witkiewicz, Portret Juliana Tuwima, 1929, Muzeum Narodowe w Warszawie, licencja CC BY, źródło: Cyfrowe MNW

Czytelnicy otrzymywali też zupełnie niepraktyczne porady: „Jak ugasić pragnienie? […] Nalewamy do zwyczajnej szklanki trochę wody (mniej więcej 3/4) i wprowadzamy do jamy ustnej. Potem krótkimi łykami wprowadzamy wodę do przewodu pokarmowego, a następnie dalej. Przed użyciem wstrząsnąć”. Autorzy mieli ogromną wrażliwość językową i często korzystali z gier słownych. W dziale ogłoszeń drobnych pojawiały się więc takie anonse: „Wypycham zwierzęta i ptaki za drzwi”.

Antoni Słonimski, pocztówka, 1933, Biblioteka Narodowa, licencja PD, źródło: Polona 

1 kwietnia 1925 roku ukazał się z kolei całkowicie absurdalny „Przegląd Przedwieczorny” pod redakcją Słonimskiego, Tuwima i Jana Lechonia (także skamandryty). „Jest to normalny na zewnątrz czterostronicowy numer pisma z zachowanym układem działów, rubryk, odcinków i ogłoszeń” – tłumaczył Tuwim w eseju W oparach absurdu. W środku czytelnicy znajdowali jednak wyłącznie fikcyjne wiadomości i niedorzeczne ogłoszenia. Po co to wszystko? Przede wszystkim dla dobrej zabawy autorów i czytających, choć Słonimski przyznawał też: „Uczyliśmy czytelnika, że te same czcionki jego codziennej gazety, odbite na tym samym papierze, czernione tą samą farbą drukarską, mogą pewnego dnia oszaleć i głosić oczywiste brednie. Uczyło to krytycyzmu, zarażało podejrzliwością”.

Fragment Cyrulika Warszawskiego z utworem Juliana Tuwim i rysunkiem Mai Berezowskiej, 1930, Biblioteka Narodowa, licencja PD, źródło: Polona

Słonimski i Tuwim wydali również własnym sumptem Pracowitą Pszczółkę. Kalendarzyk encyklopedyczno-informacyjny na rok 1921. Kalendarz zawierał między innymi nonsensowne wskazówki dla rolników („Metoda kopania ziemi w miesiącach parzystych, a orania w nieparzystych jest śmiesznym przesądem, którego rozsądny rolnik wstydzić się powinien”), wspominki historyczne (marzec 1492 roku: „Kolumb odkrywa Amerykę. Mieszkańcy-tubylcy wołają na jego zjawienie się: «Jesteśmy odkryci» i cofają się w góry Meksyku”), menu na dany miesiąc (wyłącznie potrawy z grzybów: od zup po lody), spis ważniejszych imion (takich jak „Kanapka” lub „Kolesław”) oraz – sporządzone w nieznanym celu – alfabetyczne spisy dni tygodnia, pór roku, miesięcy oraz liczb od jednego do stu.

Fragmenty „Przeglądu Przedwieczornego” pod redakcją Juliana Tuwima, Antoniego Słonimskiego i Jana Lechonia, 1 kwietnia 1925 roku, Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie, licencja PD, źródło: E-biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego

Poza tym poeci współpracowali z czasopismami satyrycznymi, takimi jak „Cyrulik Warszawski” i „Szpilki”. Tuwim był także głównym autorem piosenek dla teatru Qui Pro Quo, wykonywanych przez Hankę Ordonównę, Mirę Zimińską czy Adolfa Dymszę. Kategorycznie oddzielał jednak twórczość poetycką od tej rewiowo-kabaretowej, posługując się licznymi pseudonimami: Roch Pekiński, Schyzio Frenik, Jan Wim, Mulek Róż lub Czyliżem, Owóż, Atoli i Wszak.

Fragmenty „Przeglądu Przedwieczornego” pod redakcją Juliana Tuwima, Antoniego Słonimskiego i Jana Lechonia, 1 kwietnia 1925 roku, Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie, licencja PD, źródło: E-biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego

Czy chodziło tylko o szybki zarobek? „Nieprawdą jest, że pisał do kabaretu dla pieniędzy. Pisał, bo lubił. Przysłuchiwał się z loży dyrektorskiej własnym skeczom, obecny prawie na każdym przedstawieniu” – wspominał Słonimski. A czy udawało mu się zachować anonimowość? „Wczoraj program w «Qui pro Quo» to prawie w całości wyskok niewyczerpanego humoru poety T…ma. (Nie wymieniam nazwiska żeby uszanować jego trzydzieści trzy pseudonimów)” – pokpiwał w jednej z recenzji Tadeusz Boy-Żeleński.

Karolina Dzimira-Zarzycka

Powrót ZOBACZ NA OSI CZASU
drukuj wyślij facebook
"Miłość ci wszystko wybaczy" – piosenka, która stała się symbolem przedwojennej Polski
Z Taszkentu do Bombaju, czyli Hanka Ordonówna ratuje polskie dzieci