Uprowadzony Monarcha ucieka

Porwanie Stanisław Augusta Poniatowskiego

Najgłośniejszym wydarzeniem konfederacji barskiej było nieudane porwanie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego 3 listopada 1771 roku Komentowano je w całej Europie.

Od 1768 roku konfederaci barscy prowadzili wojnę partyzancką. Bronili nadrzędnych uprawnień religii katolickiej i wolności szlacheckich, sprzeciwiali się obecności wojsk rosyjskich w Rzeczypospolitej. Wojska rosyjskie łatwo rozpraszały oddziały konfederackiego pospolitego ruszenia. Szlachta wciąż na nowo formowała je do walki w coraz to innych okolicach, ale odnieść zwycięstwa nad regularnym wojskiem rosyjskim nie mogła. W 1770 roku konfederaci ogłosili detronizację króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Uznali jego elekcję pod rosyjskimi bagnetami za bezprawną, a jego politykę reform za wrogą szlacheckiej ojczyźnie. Jego samego uczynili odpowiedzialnym za rosyjską interwencję.

Marcello Bacciarelli, Portret Stanisława Augusta Poniatowskiego z klepsydrą, 1793, Muzeum Narodowe w Warszawie, cyfrowe MNW

Zuchwały plan porwania króla powstał na Jasnej Górze, wówczas głównej twierdzy konfederatów. Przedstawił go Stanisław Strawiński a zaakceptował przywódca konfederatów Kazimierz Pułaski. Celem było zmuszenie króla do abdykacji.

Stanisław Strawiński wybrał i zaprzysiągł 26 zamachowców. On też dowodził akcją. Późnym wieczorem 3 listopada 1771 roku, kiedy król wracał z wizyty u swego chorego krewnego, kanclerza Michała Fryderyka Czartoryskiego, na ulicy Miodowej, w pobliżu miejsca, gdzie dochodzą ulice Senatorska i Kozia, nastąpił atak na królewską karetę. Po krótkiej wymianie ognia i chaotycznej walce wręcz nieliczna tego wieczoru eskorta królewska uległa napastnikom (byli zabici i ranni, większość sług uciekła). Korzystając z zamieszania król próbował ratować się ucieczką, wyskoczył z karety, dobiegł do bramy pałacu Czartoryskich, bezskutecznie kołatał o pomoc. Napastnicy dopadli i obezwładnili go, w trakcie szarpaniny król został lekko ranny pałaszem w głowę. W jego stronę wystrzelił też z pistoletu – niecelnie – Jan Kuźma, jeden z dowódców grupy zamachowców.

Porwanie Stanisława Augusta, rycina z XVIII w., licencja PD, Wikimedia Commons

W trakcie odwrotu zamachowcy nie podołali przeciwnościom i swoją akcję zamienili w farsę. Uciekali konno w kierunku Bielan, gdzie czekał powóz, którym jeniec miał zostać wywieziony do Częstochowy. Rozdzielili się – przy królu zostawili Kuźmę z kilkoma ludźmi. W okopach otaczających miasto koń pod królem potknął się i złamał nogę, król upadł w błoto, zgubił płaszcz i jeden but. Kuźma podźwignął króla i oddał mu swój but. W ciemnościach zaczęli błądzić. Po pewnym czasie wszyscy pogubili się lub zrejterowali, zabierając konie. Z jeńcem został tylko Kuźma.

But Jana Kuźmy "Kosińskiego" (1742-1822) użyczony królowi Stanisławowi Augustowi (1732-1798) podczas porwania przez konfederatów barskich 3 listopada 1771 roku, Muzeum Narodowe W Krakowie, źródło: zbiory cyfrowe muzeum

Dalej szli pieszo i wówczas król wzbudził skruchę u zamachowca, ów padł do nóg monarchy, a później znalazł nocleg we młynie na Marymoncie. Zataili tożsamość przed młynarzem, ale król za pośrednictwem młynarczyka zawiadomił dowódcę Gwardii Pieszej Koronnej. Rankiem był już wolny. Kuźma w śledztwie wydał wspólników. Zapadły wyroki, niektóre wykonano. Kuźma, mimo wstawiennictwa króla, został skazany na banicję. Kazimierz Pułaski uciekł aż do Ameryki, gdzie został bohaterem walk o niepodległość Stanów Zjednoczonych.

Koszula króla Stanisława Augusta Poniatowskiego (1732–1798), w której został porwany przez konfederatów barskich 3 listopada 1771 roku, Muzeum Narodowe W Krakowie, źródło: zbiory cyfrowe muzeum

Nieudane porwanie wykorzystała propaganda mocarstw ościennych, by wykazać, że w Rzeczypospolitej panuje anarchia i usprawiedliwić pierwszy rozbiór (w 1772 roku). Oburzali się też oświeceniowi publicyści, a Wolter szydził z obskurantyzmu zamachowców, którzy rzekomo mieli na Jasnej Górze święcić noże i przyjmować komunię świętą przed wyruszeniem do Warszawy.

Krzysztof Kowalewski

Powrót ZOBACZ NA OSI CZASU
drukuj wyślij facebook
Jan Klemens Branicki. PAN PODLASKIEGO WERSALU