Od orzechów do odkurzaczy,

czyli historia prezentów gwiazdkowych

Przedświąteczne szaleństwo kupowania upominków to nic nowego. Już w XIX wieku ogłaszano „epidemię prezentów gwiazdkowych”, zaś w dwudziestoleciu międzywojennym sprzedawcy prześcigali się w reklamowaniu „najmilszych podarunków”.

 

Pobierz wzór z historycznymi naklejkami i podaruj w prezencie bliskiej osobie!

Ściągnij wzór na koszulkę

Zwyczaj wręczania prezentów w Wigilię zaczął się upowszechniać w polskich domach w połowie XIX wieku. Podobnie jak w przypadku świątecznej choinki, miał korzenie niemieckie i początkowo znany był głównie wśród zamożniejszych rodzin mieszczańskich. Upominki otrzymywały przede wszystkim dzieci, ale z czasem miła tradycja objęła wszystkich domowników. W biedniejszych domach najmłodsi znajdowali pod choinką niedrogie przysmaki: pierniki, orzechy czy jabłka.

Choinka i prezenty w mieszkaniu Stanisława Brzezińskiego, 1905, Biblioteka Narodowa, licencja PD, źródło: Polona

Na potrzeby klientów z zapałem odpowiedzieli sprzedawcy. „Kupcy i kupcowe już rozłożyli na stołach sklepowych dary «gwiazdkowe», wołając – kupujcie! dawajcie! Z każdym rokiem trzeba coraz wyżej głos podnosić, aby być dosłyszanym” – relacjonował dziennikarz „Biesiady Literackiej” w grudniu 1883 roku, opisując jarmark przedświąteczny w Warszawie. W styczniu kolejnego roku korespondent „Bluszczu” donosił z Wiednia: „Targ świąteczny jest tu olbrzymi, grasuje bowiem epidemia prezentów gwiazdkowych, epidemia zwłaszcza odnośnie dzieci. Bez żadnej miary, […] bez żadnego względu na stronę rzeczy pedagogiczną, dostają dzieci podarunki zbytkowne i nieprzeliczone, rodzice i krewni rywalizują w tej mierze ze sobą, a nawet staje się zwyczajem, że [dzieci] naprzód spisują swoje życzenia […] i rodzicom przedstawiają!”.

Wesołych świąt, pocztówka, około 1928, Biblioteka Narodowa, licencja PD, źródło: Polona

Na przełomie XIX i XX wieku utrwalała się także rola świętego Mikołaja jako przynoszącego prezenty gwiazdkowe grzecznym dzieciom (choć w niektórych regionach Polski upominki pojawiały się pod choinką za sprawą Dzieciątka, Aniołka albo Gwiazdora).

Para z dziećmi przy choince, pocztówka, lata dwudzieste lub trzydzieste XX wieku, Biblioteka Narodowa, licencja PD, źródło: Polona

W dwudziestoleciu międzywojennym zwyczaj ofiarowywania prezentów gwiazdkowych był już powszechny. „Chwila ta to ucieleśnienie dziecięcych marzeń, spełnienie próśb wypisywanych w naiwnych listach do św.[świętego] Mikołaja. W listach, które z całą wiarą wrzucane bywają do skrzynek pocztowych lub wręczane rodzicom, aby oni już postarali się o doręczenie adresatowi prośby maleńkiej Basi czy też Wojtka. Tak było dawniej, tak jest dziś i tak będzie w przyszłości, bo święto Bożego Narodzenia jest świętem dzieci” – przekonywano w 1935 roku w czasopiśmie „Antena”.

Ilustracja z książki Święty Mikołaj, Warszawa 1935, Biblioteka Narodowa, licencja PD, źródło: Polona

Niektórzy przedwojenni producenci już pod koniec listopada zamieszczali w prasie pierwsze reklamy świąteczne. W grudniu ogłoszenia zachwalające „wymarzone”, „najmilsze” czy „najidealniejsze” upominki szczelnie zapełniały strony przeróżnych czasopism. Polecano właściwie wszystko. „Najtrafniejszym i najlepszym podarunkiem gwiazdkowym jest szwedzki odkurzacz” – przekonywała firma Electrolux, dodając rysunek świętego Mikołaja lecącego… właśnie na odkurzaczu. Dystrybutor amerykańskich samochodów kierował swoją ofertę do najzamożniejszych klientów, reklamując się hasłem „Chevrolet zamiast klejnotów”. Regularnie przypominały o sobie najpopularniejsze firmy cukiernicze, ale sprzedawcy proponowali też bardziej praktyczne prezenty: od wyżymaczek po scyzoryki.  

W przedświątecznym ferworze – właściwie już od zarania upominkowej tradycji – nie zapominano o najbardziej potrzebujących. W wielu miastach organizowano spotkania gwiazdkowe dla najuboższych dzieci czy zbiórkę darów dla biednych rodzin. „Cały ten tydzień świąteczny łamiemy sobie głowę nad wybraniem prezentów gwiazdkowych; poszukiwania po sklepach i straganach, wędrówki od piernikarni do cukierni, od jubilerów do księgarzy, tajemnicze narady między rodzicami pod choinką, pochłaniają każdą chwilę wolną od zajęć obowiązkowych; będzie też radości wiele między dziatwą i dorosłymi, ale nie wiem, czy będzie między nimi większa od radości człowieka, który dostał zimowe palto” – przekonywano w 1893 roku w „Biesiadzie Literackiej”.

Zbiórka pieniędzy w Krakowie na rzecz pomocy bezrobotnym pod hasłem „Święty Mikołaj dla dzieci bezrobotnych”, 1936, licencja PD, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Podobne apele znajdziemy niemal pół wieku później na łamach „Anteny”: „Są dzieci, które nie mają nikogo, kto by pomyślał o nich w dniu Gwiazdki i spełnił ich marzenia o całych bucikach, ciepłych rękawiczkach czy sweterku. […] Nie bądźmy głusi na wołania różnych organizacji zajmujących się dziećmi bezrobotnych i sierotami. Pamiętajmy o jednym: szczęśliwym jest ten, kto szczęście wokół siebie nieci”.  

Karolina Dzimira-Zarzycka

Powrót
drukuj wyślij facebook
Kutia – przysmak wigilijny kresów

Szczupaki, karpie, liny, łososie – zwyczajnie lub na kolorowo. Ryba, czyli tradycyjne, postne danie na wigilijnym stole.