Wytrwały samouk

Młodość Wincentego Witosa

„Nie spaliśmy tej nocy prawie zupełnie. Ja czytałem głośno, ojciec słuchał jak świętej Ewangelii. Była to książka o powstaniu kościuszkowskim, udziale w nim chłopów, ich bohaterstwie, walkach i zwycięstwach, Uniwersale Połanieckim, upadku tego powstania, dalszych losach narodu i naczelnika Kościuszki. Widziałem, że ojcu ciekły łzy z oczu. (…) Książkę tę na żądanie ojca przeczytałem kilka razy”.

Autorem tego wzruszającego wspomnienia był Wincenty Witos. Wybitny przywódca ruchu ludowego, trzykrotny premier Rzeczypospolitej w okresie międzywojennym, jeden z liderów demokratycznej opozycji lat 30. Urodził się w 1874 r. we wsi Wierzchosławice, w powiecie tarnowskim, na terenie zaboru austriackiego. Pochodził z biednej, chłopskiej rodziny. Ojciec i matka nie potrafili czytać. Witos, w spisywanych po latach wspomnieniach, zawarł niezwykłą opowieść o rodzinie, dzieciństwie i swym, wręcz nieprawdopodobnym, uporze w zdobywaniu wiedzy.

Dom rodzinny Wincetego Witosa, Wierzchosławice, obecnie Muzeum Wincentego Witosa, fot. R.Mozdzież

Rodzice przyszłego premiera posiadali niewiele ziemi („dwa morgi lichego gruntu”), „część domu, składającą się ze stajenki przerobionej na mieszkanie i małej sieni, w której mieściła się jedyna ich krowa”. Mały Wincenty od piątego roku życia zajmował się pasieniem cennego zwierzęcia. Głód często zaglądał mu w oczy. Wspominał później, że zdarzały się miesiące bez kawałka chleba, gdy nawet dzieci żywiły się surową kapustą.

Ciekawy świata chłopak zazdrościł kolegom, którzy mogli chodzić do wiejskiej szkoły. Rodzice odwlekali moment rozpoczęcia nauki syna, gdyż nie mogli sobie pozwolić na kupno odpowiedniego ubrania i potrzebnych przyborów szkolnych. Bardzo jednak pragnęli, aby Wincenty mógł się uczyć. Jak wspominał Witos, „Nareszcie pewnej jesieni ojciec się uwziął, poreperował mi jakieś stare, na tandecie kupione buty, kupił też (…) mocno przechodzoną bluzę, przerobił ją na mnie i mimo zawodzenia matki, że krowa zostanie bez opieki, polecił zaprowadzić mnie do szkoły”. Chłopiec mógł jednak prawdziwie uczestniczyć w zajęciach dopiero po opadach pierwszego śniegu. Do tego czasu potrzebny był przy pracach polowych.

Wincenty Witos na terenie swojego gospodarstwa w Wierzchosławicach, 1939 rok, licencja PD, Wikimedia Commons

Wincenty był bardzo zdolnym i pilnym uczniem. Skończył cztery klasy z wyróżnieniem. Dyrektor wierzchosławickiej szkoły, pan Franciszek Marzec, gorąco zachęcał rodziców ambitnego syna, aby postarali się zapewnić mu możliwość dalszego kształcenia w Tarnowie. Obiecał też pomoc. Mały Witos musiał jednak pozostać w domu, aby pracować wraz z ojcem oraz uczyć młodszego brata. Franciszek Marzec pożyczał Wincentemu lektury ze swej biblioteki. Młodzieniec „niemal połykał książki, czytając je we dnie i w  nocy”. Prawdziwym szczęściem dla chłopca okazała się propozycja leśniczego – Jana Głowackiego. Zaprosił on bowiem Witosa do domu, pozwolił obejrzeć własny księgozbiór i zgodził na regularne wypożyczanie książek. To właśnie stąd pochodziła czytana ojcu opowieść o powstaniu kościuszkowskim.

Zbigniew Pronaszko, Wincenty Witos, Muzuem Wincnetego Witosa w Wierzchosławicach, licencja PD, Wikimedia Commons

Przyszły prezes Stronnictwa Ludowego ciężko pracował jako drwal w lasach należących do księcia Eustachego Stanisława Sanguszki. Do pracy wychodził z domu przed godziną 4 rano, wracał już po zmroku. Mimo wielkiego zmęczenia, nigdy nie zrezygnował ze zdobywania wiedzy. Po pracy, zwykle w nocy, czytał. Dzięki temu, mógł w przyszłości zmienić swój los. Przewodził ruchowi chłopskiemu. Stał się jednym z najważniejszych polskich przywódców politycznych początku XX wieku.

Marek Olkuśnik

Powrót ZOBACZ NA OSI CZASU
drukuj wyślij facebook
Wierzchosławice woj. małopolskie