Oryginalnie Wrocław był zamieszkały przez Słowian

Wnioski Anglika z podróży do XIX-wiecznej stolicy Dolnego Śląska

„Wrocław jest jak Paryż pod następującymi względami: jądrem miasta jest wyspa na rzece, na której stoi katedra. Stamtąd miasto rozprzestrzenia się na drugą wyspę i wypełnia ją po brzegi. Jego stare fortyfikacje zostały przekształcone z szańców w bulwary i wysadzone drzewami. Stąd szerokie ulice z obszernymi domami rozchodzą się we wszystkie strony”.

 

Tak pisał w 1863 r. William George Clark – wybitny znawca literatury klasycznej, szekspirolog, profesor Trinity College Uniwersytetu Cambridge i rzecznik tej uczelni. Sporo podróżował, a efektem wyjazdów było kilka publikacji. W 1863 r. odwiedził m.in. Warszawę i Kraków, co opisał w artykule Poland opublikowanym wkrótce potem. Powodem jego wyjazdu było zainteresowanie powstaniem styczniowym. Nie był w tej potrzebie odosobniony. Na ziemie polskie w tym czasie przybyła fala podróżnych, głównie dziennikarzy i polityków (często szpiegów).

W drodze nad Wisłę uczony odwiedził Wrocław (wówczas miasto pruskie), który zrobił na nim bardzo miłe wrażenie. Poza podobieństwem do stolicy Francji jego uwagę zwróciło to, że w mieście zachowały się wielkie i wysokie kościoły oraz ratusz i sukiennice, budowle datowane na „XIII, XIV, XV wiek”, kiedy aglomeracja znakomicie prosperowała.

Dzieląc się swoimi wrażeniami z czytelnikami, słusznie zauważył, że niemiecka nazwa „wielkiego placu” – „Rynek [Clark podał słowiańską nazwę], Ring po niemiecku” wskazuje, że oryginalnie Wrocław był zamieszkały przez Słowian. Następnie pociągnął wątek i poinformował czytelników, że w większej części miasto było niemieckie i protestanckie, a „w jednej trzeciej słowiańskie i katolickie” oraz zamieszkane przez liczną, zaskakującą przybyszów oryginalnym strojem, społeczność żydowską.

 

Plan Wrocławia, ok. 1859 r., źródło: Polona

Tym co uderzyło Anglika, był fakt, że w ośrodku cieszącym się niezakłóconą pomyślnością gospodarczą zachowały się liczne budynki o metryce późnośredniowiecznej i wczesnonowożytnej. Elementem godnym podkreślenia wydał mu się w tym kontekście również fakt braku zmian w świątyniach przekształconych w okresie reformacji na protestanckie, które uniknęły „furii ikonoklastów, czyli przeciwników wyobrażeń ludzkich”. Dzięki temu – jak zauważył – stare kościoły zachowały „wszystkie architektoniczne i artystyczne ozdoby”, bez „blichtru i pretensjonalności” mających charakteryzować ich katolickie odpowiedniki.

 

Widok na rzekę Odrę w okolicach Wrocławia, ok. 1850, za: W. Schwarze, Romantische Reise durch den historischen Deutschen Osten, Bindlach,1989, licencja PD, Wikimedia Commons

Tu należy wyjaśnić, co zwróciło uwagę Clarka. Otóż zazwyczaj w tego typu starych miastach, których mieszkańców stać było na inwestycje, dokonywano w trakcie wieków istotnych zmian i przebudów zgodnie z aktualnymi modami i obowiązującymi stylami, co często w istotny sposób zmieniało ich oblicze. Jego krytyczny stosunek do kościołów katolickich tłumaczą przekształcenia, jakim ulegały świątynie starszej daty w okresie kontrreformacji, gdy nadawano im bogaty, barokowy wystrój. Istotny był tu również niechętny i nieco pogardliwy stosunek anglikanów do katolicyzmu, datujący się od czasów reformacji. Ewangelicy augsburscy, zwani potocznie luteranami, przejmując stare miejsca kultu, pieczołowicie zachowywali ich wyposażenie, podkreślając ciągłość swej wiary i prawowierność, której odmawiali katolikom. W przeciwieństwie do nich przedstawiciele innych wyznań protestanckich usuwali w XVI w. wyposażenie starych kościołów, uznając je za przejaw bałwochwalstwa.

Przedstawiciel elity intelektualnej Wielkiej Brytanii dostrzegał przejawy wielu zmian w aspekcie historycznym i religijnym. Ze współczesnymi turystami odwiedzającymi Wrocław łączy go zachwyt nad wspaniałym kompleksem zabytkowym z jego najbardziej charakterystycznymi elementami: ratuszem, bulwarami ciągnącymi się wzdłuż Odry oraz dawnymi fosami, średniowiecznymi kościołami o strzelistych wieżach i wspaniałym średniowiecznym lub barokowym wystroju.

 

Przemysław Deles

Powrót ZOBACZ NA OSI CZASU
drukuj wyślij facebook
Wakacje z paszportem w stolicy Galicji czyli jak w XIX wieku podróżowano do Krakowa
Gdingen. Kurort warszawskiej society
Tytus Chałubiński. LEKARZ, KTÓRY ZABRAŁ WARSZAWIAKÓW W TATRY
DZIECI JADĄ NA WAKACJE! Działalność Towarzystwa Kolonii Letnich w Warszawie w końcu XIX w.
 Z wizytą w XIX-wiecznym Poznianiu. Wskazówki dla turystów w Podręczniku dla podróżujących po kontyniencie.