Jajecznica à la Ravaillac,

czyli słów kilka o niezwykłej przygodzie Jakuba Sobieskiego w Paryżu

Ważnym etapem w kształceniu średniozamożnej szlachty i magnaterii w XVII w. oraz zdobywaniu przez nich doświadczenia politycznego była podróż edukacyjna. Stanowiła ona formę edukacji pozaszkolnej i kładła nacisk na zwiedzanie miejsc oraz zapoznawanie się z aktualnymi prądami w kulturze i sztuce. Wyprawa miała także na celu wprowadzenie młodych magnatów w krąg osób należących do ich sfery społecznej i zapoznanie z cudzoziemskimi elitami.

 

Nie inaczej było z wojewodzicem lubelskim Jakubem Sobieskim (ojcem przyszłego króla Jana), który w podróż edukacyjną wyruszył w 1605 r. Przełomowym momentem wyprawy okazał się dla niego dzień 14 maja 1610 r., który równie trwale zapisał się w historii nowożytnej Francji. Na rué de Férronnerie zasztyletowano króla Henryka IV Burbona. Świadkiem dramatycznych wydarzeń był właśnie Jakub Sobieski.

W południe Henryk IV wyjechał karetą z pałacu królewskiego w Luwrze i ruszył do Bastylii. Celem była inspekcja przygotowań wojennych. W drodze powrotnej, u zbiegu rué des Halles oraz St. Denis, ulicę zablokował wóz wiozący beczki z winem. Wtem – jak po 30 latach wspominał w swoich pamiętnikach Sobieski – na koło królewskiej karety wskoczył główny aktor tej tragedii – morderca, niejaki François Ravaillac. „Rawaliak skoczył ku onemu skrzydłu, gdzie nikt nie siedział, i zaraz króla pchnął nożem dwa razy i zaraz się krew rzuciła z ran i z gęby, i z uszu. Król nieborak nie rzekłszy więcej, jeno te słowa »Mój Boże, otom jest już zabity, już umieram!« – i tak dni swych dokonał”.

 

Jakub Sobieski, kasztelan krakowski (1591–1646), licencja PD, Lwowska Galeria Obrazów, Wikimdedia Commons

Sobieski boleśnie przeżył śmierć Henryka IV. Uważał bowiem króla za człowieka wykształconego, rozsądnego, walecznego, pełnego poloru, choć zarazem żądnego władzy. W liście do swego przyjaciela Tomasza Zamoyskiego stwierdzał, że akt zabicia władcy jest zamachem na świętość instytucji monarchii i próbą destabilizacji sytuacji wewnętrznej Francji, która nie tak dawno (licząc od zamachu) odzyskała pokój po wojnach religijnych.

Wojewodzic stał się mimowolnym obserwatorem kolejnej odsłony dramatu – sądu nad mordercą. Parlament paryski skazał Ravalliaca na śmierć. Jego dom w rodzinnej miejscowości spalono, a potomkowie do czwartego pokolenia odsądzeni zostali od piastowania godności miejskich i państwowych.

Charles-Gustave Housez, Zamach na Henryka IV i aresztowanie Ravaillaca 14 maja 1610 roku, XIX w., Muzem Narodwe -Zamek w Pau, Francja, licencja PD, Wikimedia Commons

Dość szybko po śmierci Ravaillaca zrodził się swego rodzaju „kult” mordercy. Sobieski napisał, że po egzekucji mieszczanie zbierali części ciała Ravalliaca i traktowali je niczym relikwie. Doniósł także o niecodziennej formie tego „uwielbienia” zaprezentowanej przez gospodarza domu, w którym przebywał wraz z Piotrem Branickim z Ruśca. Ów gospodarz, z zawodu introligator, dodał części ciała do jajecznicy i zjadł je; zachęcał do tego także swych gości: „Ten gospodarz, na pozór stateczny, z brodą wielką, przyniósł też był kilka sztuczek ciała tego Rawaliaka i z furyi wielkiej, z jadu, smażył je w jajecznicy i jadł je na co oczy moje i oczy JM pana Branickiego patrzyły. Nawet śmiał nas obydwu prosić na ten swój bankiet, żebyśmy mu go dopomogli jeść. Polscy szlachcice w równie niecodzienny sposób podziękowali gospodarzowi: ażeśmy w oczy obadwaj plunąwszy, szliśmy od niego”.

Postacią Françoisa Ravaillaca (zafascynowanego doktryną tyranobójstwa stworzoną przez hiszpańskiego jezuitę i historyka ojca Juana de Marianę) inspirował się niewątpliwie polski szlachcic Michał Piekarski. 15 listopada 1620 r. ranił on czekanem Zygmunta III, który szedł drewnianym gankiem z Zamku Królewskiego do kościoła św. Jana.

Zamach Michała Piekarskiego na Zygmunta III Wazę, 1699, Zbiory Biblioteki Narodowej, licencja PD, Wikimedia Commons

Wydarzenie to odbiło się szerokim echem wśród ówczesnej opinii publicznej. Także Sobieskiemu przypomniało ono wydarzenie, które rozegrało się w Paryżu przed dekadą. Jako wytrawny polityk, mówca i dyplomata, Jakub był stałym uczestnikiem życia politycznego. Wielokrotnie bronił powagi majestatu królewskiego, choć zdarzało się, że sprzeciwiał się królewskim planom (m.in. w 1646 r., gdy chodziło o zawiązanie ligi przeciw Turkom i zorganizowanie wyprawy zbrojnej). Świadectwem owych przemyśleń i obserwacji są pamiętniki Jakuba z czasów jego europejskiej podróży i wyprawy w towarzystwie pary królewskiej do Baden w 1638 r. Spisywane pod koniec życia, na podstawie notatek, wygłaszanych opinii i własnych przemyśleń pozwalają czytelnikowi spojrzeć na ówczesne realia polityczne, społeczne i kulturalne, a samego autora pozwalają widzieć jako erudytę i męża stanu.

 

Jarosław Pietrzak

Powrót ZOBACZ NA OSI CZASU
drukuj wyślij facebook
Wypad królewicza do Wrocławia
Jan Klemens Branicki. PAN PODLASKIEGO WERSALU