Car Mikołaj królem Polski

W piękny dzień 24 maja 1829 r. na Zamku Królewskim w Warszawie odbyła się koronacja cara Mikołaja I Romanowa na króla Polski. Po obrzędzie nowa para królewska przeszła pieszo do katedry warszawskiej drogą utworzoną przez szpalery wojska, zaś z okien i dachów obserwowało wydarzenie tysiące gapiów warszawskich.

Jak to możliwe, że po rozbiorach nadal miały miejsce koronacje polskich monarchów? Dokładnie rzecz biorąc, w okresie po 1795 r. doszło do jednej takiej koronacji. Utworzone w 1815 r. dzięki uporowi cara Aleksandra I Romanowa Królestwo Polskie było formalnie suwerenne, choć połączone unią personalną z Rosją. Znaczyło to, że car rosyjski był jednocześnie królem polskim. Taki też tytuł dodał sobie ten zwycięzca Napoleona, nota bene monarcha bardzo lubiany w Warszawie tuż po 1815 r. Nie uznał jednak za potrzebne dokonania obrzędu koronacji. Dopiero po jego śmierci (1825 r.) i wstąpieniu na tron jego brata, Mikołaja, wydarzyła się po temu okazja. Nowy władca nie uczynił tego jednak zaraz po swej koronacji na cara rosyjskiego, ale dopiero trzy lata później. Powodem  była chęć zjednania sobie Polaków z Królestwa w obliczu zbliżającej się nowej wojny z Turcją. Był to jednak piękny gest. Car wjechał bowiem do miasta w mundurze polskim, koronował się w Sali Senatorskiej Zamku, podobnie jak niegdyś Stanisław August Poniatowski.

Władimir Swierczkow, Portret cara Mikołaja I, licencja PD, Wikimedia Commons

Koronacja Mikołaja I była drugą i ostatnią koronacją króla polskiego dokonaną w Warszawie. Jak wspominał Andrzej Edward Koźmian: „Z sali senatorskiej cesarz w koronie na głowie i w płaszczu cesarskim, cesarzowa także ukoronowana, w uroczystym pochodzie (…) udali się do katedry św. Jana (…); droga, którą postępowali przez plac zamkowy i ulica wiodącą do świątyni, wyścielona była suknem pąsowym. Znaki i godła władzy monarszej nieśli urzędnicy na wspaniałych poduszkach; działa na tarasie zamkowym grzmiały; muzyki wojskowe grały marsz uroczysty…”. Jednak podczas organizacji koronacji i pochodu doszły Rosjan pogłoski o planowanym zamachu na cara, o czym jest mowa np. w „Kordianie” Juliusza Słowackiego. W związku z tym osobę cara oddzielono w końcu od widzów kordonem wojska, co zrobiło bardzo złe wrażenie na poddanych. Zamachowcy zresztą się w końcu nie stawili. Powodem niechęci do carów było naruszanie przez Rosjan suwerenności Królestwa, które rozpoczęło się już w kilka lat po jego ustanowieniu (szczególnie uwłaczające było zachowanie komisarza carskiego Mikołaja Nowosilcowa).

Pamiątką po koronacji są zachowane ryciny oraz liczne wspomnienia świadków. Dzięki niej miasto przeżyło swe ostatnie dni chwały jako stolica (przed odzyskaniem pełnej niepodległości w 1918 r.). Polacy nie darzyli sympatią nowego króla, było nie było, władcy wielkiego i coraz bardziej wrogiego Imperium Rosyjskiego. W czasie powstania listopadowego, w styczniu 1831 r. zdecydowano się na formalną detronizację Mikołaja. Po zdławieniu powstania Mikołaj I przez lata nie pokazywał się w mieście, później zaś pojawiać się zaczął wyłącznie jako car rosyjski. Nie modlił się też więcej w katedrze katolickiej, a w soborze prawosławnym, na który przebudowano kościół pijarów przy placu Krasińskich.

Aleksander Łupienko

Powrót ZOBACZ NA OSI CZASU
drukuj wyślij facebook
Warszawa woj. mazowieckie
Warszawa woj. mazowieckie
Warszawa woj. mazowieckie
Warszawa woj. mazowieckie